Doradca podatkowy? Dlaczego nie.

Kochani, dostaję od Was mnóstwo wiadomości z pytaniami – dlaczego chcesz zostać doradcą podatkowym? Podatki, serio? Chcesz mieć swoją kancelarię, czy pracować w korporacji? Dlaczego nie idziesz na żadną aplikację? To fajny pomysł. To zły pomysł. Żle wybrałaś. Dobrze wybrałaś. Też myślę, żeby zostać doradcą, jak się uczysz? Idziesz na studia podyplomowe? Robisz jakiś kurs?

Abstrahując od tego, że ja nikomu nie mówię, czy ma iść na aplikację, czy zostać sędzią, notariuszem, rolnikiem, fryzjerem, kosmetyczką czy pośrednikiem nieruchomości oraz od tego, że kompletnie nie rozumiem, dlaczego inni próbują mi dać do zrozumienia, że oni to by na moim miejscu zrobili coś innego… postanowiłam udzielić odpowiedzi, na te pozytywne pytania i podzielić się tajemną wiedzą DLACZEGO i JAK zamierzam przygotować się do egzaminu na doradcę podatkowego.

Idąc na studia myślałam o notariacie, doktoracie, doradztwie podatkowym albo zostaniu księgową. Dostałam się na prawo, finanse i rachunkowość oraz na kierunek prawno-ekonomiczny na Wydziale Ekonomii. Koniec końców wybrałam prawo. Zaraz po maturze ukończyłam 200 h kursu z rachunkowości i odbyłam krótką praktykę, polegającą na księgowaniu w specjalnie do tego przeznaczonych programach komputerowych. Zapomniałam o tym kursie, na kolejne 3 lata. Na IV roku studiów prowadziłam własny startup, w związku z czym znajomość księgowości bardzo mi się przydała. Dzięki prowadzeniu własnego biznesu mogłam „praktykować” prowadzenie księgowości przez blisko rok.

Na studiach nabrałam ochoty na aplikację notarialną, ale po przebojach zdrowotnych pod koniec edukacji, stwierdziłam, że nie dam rady. Tak po prostu. Szkoda mi zdrowia i nerwów. Szkoda mi kasy. Szkoda mi czasu. Generalnie – szkoda mi życia na aplikację i stresy z nią związane. Podziwiam wszystkich, którzy są aplikantami, czy to notarialnymi, adwokackimi, radcowskimi, a o sędziowskiej nie wspominając. Serio! To ogrom pracy, czasu, rezygnacji z innych rzeczy i życzę Wam, aby wasze marzenia się spełniły i byście mieli mnóstwo klientów.

Całe wakacje biłam się z myślami, co dalej? Może jak odpocznę, to spróbuję w przyszłym roku zdawać na aplikację notarialną? Może doktorat? Blog? Może własny biznes, który nie ma nic wspólnego z prawem? Po co studiowałam?

Co dalej? Ratunku!

Przeanalizowałam całe swoje życie zawodowe, wykształcenie, wcześniejsze plany i marzenia. Tak dotarłam do pomysłu sprzed 5 lat – doradca podatkowy. Hmmm… zaczęłam czytać… I mnie olśniło!

  1. Mogę mieć własną kancelarię prawną – to moje największe marzenie. Własna działalność gospodarcza. Własne biuro.
  2. Jedyna dziedzina prawa, której nie trawię od początku i twierdziłam, że nie chcę tego robić, to prawo karne. Podatki? Dlaczego nie. 
  3. Aby wykonywać zawód doradcy podatkowego nie potrzebuję aplikacji. Wystarczy zdać egzamin i odbyć praktyki.
  4. Praktyki trwają tylko 6 miesięcy. Tylko?!? Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że dostęp do tego zawodu jest dużo łatwiejszy niż 5 lat temu. Kiedyś praktyki trwały 2,5 roku.
  5. Prowadzenie ksiąg rachunkowych i doradztwo podatkowe? Nuuuudy – żmudna praca. Może i tak, ale ja taką pracę lubię, ponieważ im więcej papierów, zagadek, rubryczek, główkowania, kombinowania – ty m fajniej.
  6. Jako doradca podatkowy, będę mogła być pełnomocnikiem procesowym w sprawach podatkowych,  a wykonując zawód notariusza, w ogóle nie miałabym możliwości pracowania w tej płaszczyźnie. Po praktykach w sądzie rejonowym stwierdzam, że możliwość występowania w sądzie, to duży plus. Nie zależnie od rodzaju sprawy, jest to ciekawa, rozwijająca praca.
  7. Zawód, który zawsze będzie potrzebny. Analizy wskazują, że zawód doradcy podatkowego, to dobra droga rozwoju, więc… DLACZEGO NIE? 😉

JAK ZAMIERZAM SIĘ UCZYĆ?

Systematycznie.

Aby uzyskać tytuł doradcy podatkowego, muszę:

  1. Zdać egzamin pisemny.
    Zdecydowałam się zdawać w terminie – LUTY 2018 r. Zapłaciłam, wysłałam wniosek i czekam na wyznaczenie konkretnej daty. Egzamin pisemny składa się z testów i kazusów, a właściwie jednego testu składającego się ze 100 pytań i jednego zadania polegającego na napisaniu np. skargi, wniosku, odwołania etc. Testy rozwiązuję już od kilku tygodni. W ciągu dnia – w książce, a wieczorami na internetowej platformie. Myślę, że nie są skomplikowane i systematyczna, kilkutygodniowa praca wystarczy by zaliczyć ten etap egzaminu. Schody zaczynają się przy kazusach. Niestety posiadam małe doświadczenie w pisaniu pism procesowych. Na szczęście jedna z koleżanek ze studiów również zdecydowała się iść w kierunku doradztwa podatkowego i zamierzamy konsultować się w sprawie kazusów. Dodatkowo kupiłam książkę z odpowiedziami i podpowiedziami, jak owe skargi pisać. Choć wymaga to pracy i wprawy w pisaniu, to nie jest to nie możliwe. Schody, to schody. Najważniejsze, że są stopnie w postaci książki i koleżanki. Wierzę, że uda mi się dojść do celu.
  2. Egzamin ustny.
    Do egzaminu ustnego można podejść w ciągu roku od zdania pisemnego. Egzamin polega na odpowiedzi przed komisją na 10 pytań z puli blisko 800. Sporo zagadnień. Wstępnie zakładam, że podejdę do niego w drugiej połowie roku – październik/listopad 2018, tak by mieć jeszcze możliwość poprawki, gdyby coś poszło nie tak. Ciężko mi uwierzyć, że dam radę nauczyć się perfekcyjnie wszystkich pytań. Myślę, że oprócz wiedzy, trzeba mieć trochę szczęścia by trafić w pytania.
  3. Odbyć praktyki.
  4. Złożyć wniosek o wpis na listę doradców podatkowych.

Dalsze punkty rozwinę w przyszłości, kiedy uda mi się dojść do kolejnych etapów. Tak, czy inaczej, czeka mnie sporo pracy i jeśli macie ochotę, możecie śledzić moje poczynania na instagramie. Miłego wieczoru Kochani!

4 thoughts on “Doradca podatkowy? Dlaczego nie.

  1. Tekst daje odczuć, że to zawód dla Ciebie. I tak to chyba jest, że zdobywane wcześniej doświadczenia przydają się prędzej czy później, a czasem nawet zaważają na ważnych życiowych decyzjach. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!

  2. Myślę, że bardzo mądrze robisz. Iść na aplikację adwokacką, radcowską itp to iść za tłumem, pchać się i tak na ciasny rynek pracy. I jeszcze tyle lat wkładania do głowy teorii. Mózg się lasuje. Ja też długo głowiłam się czy iść na tą aplikacyjną ścieżkę, ale jakoś nigdy nie widziałam siebie ani jako pełnomocnik procesowy. No i weszłam w mediacje, I jestem zadowolona. Bo to jest taki pomost między prawem a psychologią, która mnie zawsze fascynowała;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close