Wilk syty i owca cała. Opowieść o tym, jak pogodzić studia lekarskie z macierzyństwem.

Magdalena Wilk,  26 letnia mama 14 miesięcznego Jasia, była mama studentka, obecnie lekarka stażystka, wykładowca w szkole policealnej, doradca chustonoszenia i prawdopodobnie przyszły certyfikowany doradca laktacyjny
Magda stara się celebrować codzienność i zachować zdrowy balans między macierzyństwem, a rozwojem zawodowym. Z utęsknieniem czeka na wieczory, kiedy będzie mogła spokojnie usiąść z dobrą książką i ciepłą herbatą przed kominkiem, ale póki co oddaje się nauce. Kiedy tylko może randkuje z mężem i synkiem, a jej marzeniem jest daleka podróż z najbliższymi osobami.
Magdalenę poznałam przez instagrama, obserwuję ją już od dłuższego czasu. Znalazłam jej profil (a może ona mój? :)) jeszcze wtedy gdy była z Jasiem w ciąży. Utożsamiam się z nią, jako była studentka, mimo że studiowałyśmy zupełnie różne kierunki. Utożsamiam, bo obie byłyśmy studentkami i mamami w tym samym czasie. Obie wiem jak to jest być mamą studentką i że sporo jest stereotypów dotyczących kobiet, które młodo wychodzą za mąż i decydują na dziecko w wieku studenckim. Obie staramy się pokazać, że dziecko nie ogranicza, ale pozwala nam rozkwitnąć i że wszystko da się pogodzić. Nie twierdzimy, że życie to bajka i wszystko jest tak jak było przed ciążą i urodzeniem dziecka. Z dzieckiem jest inaczej. Nie lepiej, nie gorzej – inaczej. Obie myślimy, że z dzieckiem jest pięknie, a kobieta może spełniać się na wielu płaszczyznach i być po prostu szczęśliwa mimo codziennego zmęczenia. Zaprosiłam Magdę do rozmowy w ramach cyklu – PRAWO MAMY do bycia mamą i uszanowania naszej decyzji o zostaniu mamą tu i teraz.

Magdaleno, dlaczego zdecydowałaś się na dziecko jeszcze w trakcie studiów?

Wszyscy mówili, że 6 rok będzie na to najlepszym czasem 😉 pewnie to miało spory wpływ na moją decyzję plus to, że mogłam studia kontynuować, nie przerywać, a takiej możliwości pracując na etacie za bardzo nie ma. W kształceniu lekarza urlop macierzyński wydłuża ten już i tak długi proces, a ja chciałam mieć rodzinę i spokojnie móc pracować. Dzięki temu nie muszę przerywać stażu podyplomowego. Oczywiście podstawą naszej decyzji było to, że mój mąż w tamtym czasie już pracował i mogliśmy sobie na to pozwolić. Gdybym była związana z kimś studiującym razem ze mną takiej możliwości zapewne bym nie miała.

Kiedy dokładnie urodziłaś Jasia?

Urodziłam synka w wakacje po 5 roku studiów. Udało się wstrzelić tak, że nie była mi potrzebna żadna przerwa na studiach na czas porodu i połogu, a równo po jego zakończeniu zaczęłam ze wszystkimi 6 rok w październiku.

Szybko wróciłaś na uczelnię. Czy dałaś radę pogodzić karmienie piersią z obecnością na ćwiczeniach i wykładach?

Karmie nadal, a to już ponad 13 miesięcy. Niektórzy łapią się za głowę z tego powodu 😉 Na uczelnie wróciłam 6 tygodniu po porodzie, kiedy moja laktacja nie była jeszcze do końca ustabilizowana, dlatego mniej więcej jeszcze przez miesiąc korzystałam z możliwości wcześniejszego wyjścia do domu. Kto się mierzył z wyzwaniem jakim jest karmienie piersią ten wie, że na początku dłuższe przerwy w karmieniu sprawiają, że piersi stają się twarde i obolałe, a że warunki w szpitalu nie sprzyjają odciąganiu mleka to z takiej opcji korzystałam. Janek podczas mojej nieobecności pił też moje mleko z butelki, a mm pluł dalej niż widział, więc tak czy siak wyboru nie miałam. Nie jest to nic niemożliwego i da się to pogodzić. *Więcej na ten temat na końcu tekstu. 🙂

A jak wyglądała sesja egzaminacyjna? Czy rozkładałaś zaliczenia w czasie?

Zdarzało mi się przekładać egzamin ze względu na chorobę syna chyba 2 razy. Na szczęście zwolnienie od pediatry Janka wystarczyło i mogłam podejść w innym terminie. Na egzamin z pediatrii nawet Profesor poprosił, żebym go zabrała i był tak miły, że go kontrolnie osłuchał po zapaleniu płuc. Od razu uprzedzam, że na czas samego egzaminu był z moją mamą, a żadnej taryfy ulgowej nie miałam. Powiedziałabym, że raczej wprost przeciwnie.

Taryfy ulgowej nie było, a dyskryminacja z powodu ciąży? Na Uczelni albo wśród znajomych ?

Nie, wręcz przeciwnie. Koledzy zawsze pilnowali, żebym miała gdzie usiąść, jak było trzeba to chodzili i szukali dla mnie krzesła. W pierwszym trymestrze bardzo męczyły mnie mdłości i wymioty, do tego stopnia, że schudłam w tym okresie, więc ktoś zawsze poratował colą, i cała grupa odetchnęła jak się to skończyło i mogli przestać się martwić, że zwymiotuje w środku zajęć. Czułam się naprawdę zaopiekowana i nie spodziewałam się tak pozytywnej reakcji. 

To miłe. A jak traktowali Cię wykładowcy?

Normalnie 🙂 na początku roku akademickiego musiałam poprosić prowadzących o możliwość wcześniejszego wyjścia. Na szczęście wszyscy byli wyrozumiali i nie robili problemów z tego tytułu, a później już nawet nie wiedzieli, że mam dziecko. Po ustabilizowaniu laktacji sytuacje kiedy musiałam wyjść wcześniej zdarzyły się dosłownie kilka razy. Jeden raz miałam rzeczywiście problem, żeby z zajęć wyjść 20 min wcześniej, bo babcia zadzwoniła, że jest kryzys. Ten jeden prowadzący nie chciał mnie wypuścić, a jeżeli bym wyszła chciał mi wpisać nieobecność na zajęciach. Na szczęście wtedy wstawiła się za mną moja grupa i koniec końców obyło się bez problemów.

W grupie siła. 🙂 Udało się uzyskać zgody na wcześniejsze wyjście z zajęć, a co z dziekanatem? Wszyscy wiedzą, jak ciężko załatwić tam szybko sprawę, a mama studentka ma tych spraw do załatwienia stosunkowo dużo…

Dziekanat był miejscem, gdzie z premedytacją wykorzystałam to, że mam dziecko. Jak potrzebowałam coś załatwić to brałam synka ze sobą i nagle Panie były niesamowicie miłe, nie było dla nich rzeczy niemożliwych i wiele spraw załatwiały od ręki w międzyczasie rozpływając się nad moim dzieckiem. Kto miał do czynienia ze słynnymi “paniami z dziekanatu” to wie, że człowiek zrobi wszystko byle tylko ustrzec się przed ich gniewem.

Wspomniałaś, ze mogliście podjąć decyzję o wczesnym rodzicielstwie, bo Twój maż pracował. Czy po porodzie korzystałaś z prawa do wsparcia finansowego w postaci świadczenia rodzicielskiego, tzw. kosiniakowego? 

Tak jako studentka mogłam skorzystać z kosiniakowego. Dostałam także stypendium socjalne. Dziecko to trochę jak samochód pod względem finansowym – skarbonka bez dna 🙂 

Trafne porównanie. 🙂 Magdaleno, gdybyś mogła, co byś zmieniła w podejściu do mam studentek?

Chciałabym, żeby na Uczelniach były miejsca gdzie można spokojnie nakarmić dziecko, odciągnąć pokarm. W szpitalach, gdzie miałam zajęcia ciężko było znaleźć miejsce, gdzie można by to zrobić, dlatego mi zależało na tym, żeby na początku jednak wychodzić wcześniej. Teoretycznie mogłabym to zrobić w łazience, ale myślę, że nikt nie chciałby jedzenia, które tam przebywało, a wylać szkoda, bo w końcu każda kropla mleka jest bardzo cenna 🙂

W internecie można nawet znaleźć przeliczniki, jak bardzo cenna jest taka kropla. 🙂 Czy jest coś, co chciałabyś przekazać innym mamom studentkom albo kobietom, które chcą zostać mamą w młodym wieku?

Wszystko da się pogodzić i dziecko nie jest przeszkodą, a dodaje skrzydeł. Nigdy wcześniej nie byłam tak zorganizowana i nie robiłam tylu rzeczy na raz. Mimo tego, że moje dziecko nie jest najłatwiejsze w obsłudze i noce często mnie totalnie wykańczają to jakoś w ciągu dnia znajduje energię. Nie ma co się bać macierzyństwa, bo jest cudowne. ❤️

Pięknie powiedziane. Macierzyństwo mimo, że bywa wykańczające, jest cudowne. Tak po prostu. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.  🙂

Więcej o Magdalenie znajdziecie na intagramie (tutaj). Magda chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi mamami. Jeśli chcecie zacząć przygodę z chustonoszeniem, służy pomocą. Na Facebooku możecie znaleźć jej stronę  Ponieśli i wilka – doradca noszenia dzieci.(kliknij tutaj).
Na stronie slingsfamily.pl przeczytacie świetny artykuł na temat zdrowotnych plusów noszenia dzieci w chustach. Polecam! Od kilku dni ten artykuł stanowi mój podstawowy argument na nie noś bo przyzwyczaisz. 🙂 
Więcej na temat karmienia piersią, gdy mama wraca na uczelnię możecie przeczytać w jednym z numerów kwartalnika laktacyjnego, w którym Magda opowiada jak to wyglądało w jej przypadku. Artykuł znajdziecie na stronie 46-47. 
Fotografie umieszczone w poście są autorstwa Makowa fotografia Foto: Makowa Fotografia.

Hits: 541

One thought on “Wilk syty i owca cała. Opowieść o tym, jak pogodzić studia lekarskie z macierzyństwem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close