O matko! Depresja? Wywiad z Joanną z dobrzejestnierycz.pl.

Baby blues, depresja poporodowa i dzisiejszy… Blue Monday.

Czy teoria o najbardziej depresyjnym dniu w roku, jest prawdziwa? Nie wiem. Wiem jednak, że baby blues i depresja istnieją i że każdy dzień może być tym najbardziej depresyjnym i tragicznym. 

Kilka tygodni temu napisałam dla Was artykuł o depresji i zmienionych standardach opieki okołoporodowej, które weszły w życie 1 stycznia 2019 r. Zgodnie z obecnymi zapisami – kobiety w ciąży i w czasie połogu mają zostać poddane badaniu na depresję. Pełen artykuł na ten temat możecie przeczytać tutaj. 

Dziś chcę poruszyć temat depresji z drugiej strony. Ze strony kobiety, matki. Jak wygląda depresja od kuchni? Czy mama ma prawo do depresji? Czy nowe zapisy w standardach zmienią coś w życiu kobiet, które są w grupie ryzyka zachorowania na depresję? O jakie prawa warto walczyć?

Bohaterką dzisiejszego wywiadu jest moja imienniczka – Joanna. Asia jest studentką ostatniego roku psychologii, prowadzi blog dobrzejestnierycz.pl, a sześć tygodni  temu została mamą  Kosmy.

Asiu, od kiedy chorujesz na depresję? Pojawiła się w ciąży, czy wcześniej?

Zaburzenia nastroju towarzyszą mi od dzieciństwa. Najpierw w postaci dystymii (lżejszej, ale za to przewlekłej formy depresji), potem już jako pełnoobjawowe epizody dużej depresji. Ostatni z nich miał miejsce kilka lat temu i stał się dla mnie motywacją do podjęcia leczenia i wprowadzenia zmian w swoim życiu, a od niedawna też do pomocy innym.

Czy uważasz, że w Polsce depresja w ciąży uzyskuje społeczne przyzwolenie, czy jest traktowana jako egoizm, coś nad czym powinnyśmy zapanować, ogarnąć się?

Przede wszystkim sytuacja się zmienia i zmierza, mam wrażenie, w coraz lepszym kierunku. Od kilku lat coraz śmielej mówi się o depresji jako takiej. Z cienia powoli zaczynają wychodzić też inne zaburzenia psychiczne, jak chociażby choroba dwubiegunowa czy zaburzenia lękowe.
Myślę, że w kwestii depresji okołoporodowej tabu też zaczyna pękać, choć mam wrażenie, że póki co bardziej dotyczy to zaburzeń poporodowych (zresztą często mylonych z baby bluesem) niż tych grożących kobietom jeszcze w ciąży. Mam wrażenie, że presja społeczna przybiera w tym przypadku nieco inną formę. Nie oczekuje się od przyszłej matki, że przysłowiowo weźmie się w garść, po prostu nie przyjmujemy do wiadomości, że ten błogosławiony stan może dla kogoś nie być taki wspaniały. Nie chcemy jeszcze puścić tej wizji promiennej przyszłej mamy, buszującej po sklepach w poszukiwaniu ubranek i zabawek, z nosem ubrudzonym farbą, którą z uśmiechem maluje ściany dziecięcego pokoiku. Jak w reklamach. Co gorsza, taki obraz funkcjonujący w społecznej świadomości sprawia, że również same kobiety często nie mają świadomości, że wcale nie muszą udawać, że tak właśnie się czują, nie muszą się wstydzić, kiedy ich nastrój odbiega od tej cukierkowej wizji i, co najważniejsze, w każdej chwili mogą sięgnąć po pomoc. Dla dobra swojego i swojej rodziny.

Taka cukierkowa wizja macierzyństwa, może powodować duży dyskomfort psychiczny dla kobiety, która źle znosi ciążę. Myślę, że to rodzaj czynnika, który może powodować zaburzenia. Brak zrozumienia i akceptacji dla naszych stanów emocjonalnych. A jakie czynniki ryzyka wystąpiły u Ciebie, że zachorowałaś? 

W moim przypadku głównym czynnikiem ryzyka były przebyte wcześniej epizody. Zgodnie z teorią, osoby, które wcześniej chorowały na depresję lub ktoś w ich rodzinie miał wcześniej zaburzenia nastroju są bardziej narażone na tego typu problemy w okresie okołoporodowym. Dzięki świadomości zagrożenia mogłam otoczyć się bardziej troskliwą opieką, obserwować swoje reakcje i reagować zanim problem mógł się rozwinąć.

Czy miałaś wsparcie najbliższych? Jak zareagowali na ciążę? Czy taka reakcja Ci pomogła, czy pogłębiła lęk, strach, smutek?

Ciąża była i dla mnie i dla mojego partnera wyczekaną niespodzianką. Obydwoje czuliśmy się już bardzo gotowi, żeby zostać rodzicami. Poczucie bycia razem w ciąży jest na pewno bardzo wspierające. Dobrze jest mieć kogoś, kto zna naszą historię, niczego nie oczekuje tylko jest gotowy reagować na bieżąco na emocje, które się pojawiają, a przede wszystkim wie, na co zwracać uwagę, trzyma rękę na pulsie, żeby ewentualny nawrót depresji zauważyć i interweniować jeszcze zanim my będziemy w stanie to zrobić.

Jak sobie radziłaś w ciąży z depresją? 

Na szczęście udało mi się uniknąć nawrotu depresji w ciąży i tuż po porodzie. Jestem przekonana, że to dzięki rutynie, którą wypracowałam w ramach profilaktyki jeszcze przed zajściem w ciążę, a później kontynuowałam z drobnymi modyfikacjami. Wychodzę z założenia, że depresja to nie tylko, jak zwykło się mówić, choroba głowy. Wynika ona i dotyka całego człowieka, jego emocji, ale też myśli i ciała. Dlatego dobrze by było, żeby działania, które mają nas z niej wyleczyć też były wielopoziomowe.

O myśli i emocje najlepiej zatroszczyć się podczas psychoterapii u odpowiadającego nam psychoterapeuty (w moim przypadku najlepszym wyborem okazało się podejście poznawczo-behawioralne), o ciało możemy zatroszczyć się na różne sposoby. Dla mnie podstawą jest odpowiednia ilości snu, zdrowe jedzenie i brak kofeiny. Do tego joga, medytacja, techniki oddechowe, w miarę możliwości masaż leczniczy.

Bardzo ważne jest też wsparcie, na które możemy liczyć. Dobrze, jeśli mamy chociaż jedną bliską osobę, z którą możemy porozmawiać, albo po prostu pobyć, która może nas przytulić, albo wesprzeć bardziej formalnie, np. zrobić zakupy, kiedy nie mamy siły wyjść z domu, albo umówić wizytę u specjalisty, kiedy nas akurat parzy telefon. Jeśli takiej osoby nie ma, warto poszukać swojej grupy wsparcia, takiej prowadzonej przez terapeutów w ośrodkach zdrowia psychicznego albo stowarzyszeniach, ewentualnie online.

Zwolnienie trybu życia czy drobne przyjemności, o których wspominasz też są ważne. Z mojego punktu widzenia najlepiej, kiedy takie działania przechylające szalę doświadczeń w ciągu dnia na pozytywną stronę wynikają z chęci troski o siebie. Z autentycznego (czasami dopiero kiełkującego) przekonania, że się na taką troskę zasługuje. Bardzo pomocne są techniki uważnościowe, dzięki którym zauważanie i docenianie tych małych rzeczy przychodzi w większą łatwością. To wszystko pozwala trzymać w ryzach stres, który jest bardzo silnym czynnikiem ryzyka nawrotu depresji. Czasami, choć nie zawsze jest to konieczne, z pomocą może przyjść też psychiatra i odpowiednio dobrane leki. Czasami okazuje się, że działania muszą być jeszcze szerzej zakrojone, że środowisko, w którym dotychczas funkcjonowaliśmy, albo praca, którą wykonywaliśmy nam po prostu nie służą i trzeba pomyśleć o zmianie.

Odpowiednio dobrane leki. W normalnej sytuacji dobór leków, nie stanowi problemu. Inaczej jest w przypadku ciąży i karmienia piersią. Czy przyjmowałaś jakieś lekarstwa w czasie ciąży?

Ja swoje leki odstawiłam na długo przed zajściem w ciążę, bo nie były mi już potrzebne, ale nie zawsze ciąża oznacza konieczność odstawienia tabletek. W tej kwestii zawsze trzeba konsultować się z psychiatrą, który ewentualną farmakoterapię przepisuje. Lekarze zazwyczaj kierują się zasadą mniejszej szkody i ważą, co w danym przypadku przyniesie więcej szkody mamie i dziecku – przyjmowanie przez nią leków czy ich odstawienie. Są też takie leki, które nie przenikają do mleka matki i można je bezpiecznie stosować w kresie karmienia piersią. Co ważne, niektórych leków nie wolno przyjmować też bezpośrednio przed zajściem w ciążę, dlatego warto poinformować swojego psychiatrę o ewentualnych staraniach, żeby mógł nam zawczasu odpowiednio dobrać leki.

Ludzie różnie reagują na informację, że psychiatra przepisał nam leki. Czy myślisz, że wizyta u psychiatry to temat tabu?

Ostatnio obserwuję bardzo dużą zmianę w podejściu ludzi do korzystania z konsultacji psychiatrycznych. Jeszcze kilka lat temu rzeczywiście był to temat tabu, sporo osób się na takie konsultacje decydowało, ale niewiele o tym mówiło, przyjmowanie leków psychotropowych owiane było bardzo złą sławą. Dziś sytuacja zmienia się diametralnie, widać to chociażby na internetowych grupach wsparcia poświęconych tematowi zdrowia psychicznego. Konsultacje psychiatryczne i farmakoterapia stały się wręcz terapią pierwszego wyboru. Wiele osób woli ze swoim problemem pójść do psychiatry i zacząć brać leki, niż skorzystać z psychoterapii lub konsultacji psychologicznej. Z jednej strony oczywiście lepiej, że szukamy pomocy u psychiatry, niż gdybyśmy mieli nie szukać jej wcale. Z drugiej jednak strony w wielu przypadkach terapia mogłaby być alternatywą lub uzupełnieniem dla leków, dającą trwalszy efekt i nie dającą efektów ubocznych.

Czy w Polsce łatwo jest się dostać do lekarza psychiatry lub na terapię do psychologa? 

Żeby skorzystać w Polsce z opieki psychologicznej lub psychoterapii w ramach ubezpieczenia zdrowotnego potrzebne jest skierowanie od lekarza rodzinnego, a potem niestety zazwyczaj dość długi czas oczekiwania na wizytę, różny w różnych placówkach. Dostanie się do psychiatry jest trochę łatwiejsze, nie potrzeba skierowania, a czas oczekiwania jest zazwyczaj krótszy. Jest jednak nadzieja na poprawę sytuacji pacjentów i podwyższenie standardów opieki psychiatrycznej w Polsce. W 2018 roku ruszył pilotażowy program Centrów Zdrowia Psychicznego. W kilkudziesięciu miejscach w kraju można już korzystać ze wstępnych konsultacji bez rejestracji.

Z pomocą przychodzą też liczne stowarzyszenia i ośrodki interwencji kryzysowej, które coraz częściej oferują wsparcie psychologiczne, na które nie trzeba czekać tak długo, jak w placówkach państwowych. Warto też pamiętać, że w nagłych przypadkach możemy zgłosić się na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego, albo takiego, który ma oddział psychiatryczny.

Dla osób, które mogą sobie na to pozwolić jest też oczywiście opcja konsultacji prywatnych. Ich cena różni się w zależności od specjalisty, ilości spotkań w miesiącu i miasta, w którym przyjmuje. Ja osobiście korzystam z usług ośrodka akademickiego, który oferuje zniżki swoim studentom.

Możesz opowiedzieć, jak objawia się w Twoim przypadku depresja? Jak się zachowujesz? Co stanowi trudności?

Depresja to wielka niemoc, brak sensu i siły. To zaburzenia snu i odżywiania. To wreszcie niemożność wydobycia się spod lawiny przytłaczających, negatywnych myśli. Nie trudno sobie wyobrazić, jak taki stan mamy może wpływać na dziecko, które w pierwszych miesiącach życia potrzebuje jej stałej obecności i najbardziej lubi wpatrywać się w jej twarz.

Tak. Depresja poporodowa, to tragedia nie tylko dla kobiety, ale dla całej rodziny. Dla dziecka i dla męża, partnera… który często musi przejąć na siebie jeszcze więcej obowiązków…

1 stycznia 2019 r. weszły w życie nowe standardy okołoporodowe. Kobiety będą badane (Test Becka) pod kątem depresji, aż 3 razy. W I i III trymestrze ciąży oraz w połogu. Czy myślisz, że to dobre zmiany? Czy to pomoże w jakiś sposób kobietom? A może społeczeństwo zacznie inaczej patrzeć na depresję w ciąży? 

Oczywiście wspaniale, że w ogóle zaczyna się ten problem dostrzegać. Do tej pory był on przez większość lekarzy raczej pomijany. Mam natomiast mieszane uczucia co do zaproponowanego rozwiązania. Profilaktyka, szczególnie w grupach podwyższonego ryzyka, jest ekstremalnie ważna, ale samo badanie, w dodatku testem, który można bardzo łatwo zmanipulować, jeśli tylko ma się ochotę, jej po prostu nie zapewnia. Odgórne przymuszanie do badan psychologicznych też nie wydaje się najlepszą drogą. W wielu kobietach może to budzić lęk o przyklejenie łatki wariatki.

Jakie działania mogą sprawić, że depresja zacznie być uważana za chorobę, a kobieta za osobę, której trzeba pomóc, a nie mówić, że jest leniwa czy egoistyczna ?

Myślę, że dużo lepsze efekty, dałaby szeroko zakrojona, stała kampania informacyjno-edukacyjna, nie tylko dla samych kobiet, ale też dla ich bliskich oraz lekarzy i personelu medycznego, który z kobietami w ciąży i połogu pracuje. Moim zdaniem to właśnie na osobach, które znajdują się na pierwszej linii wsparcia spoczywa główny ciężar rozbijania tabu. Życzliwa, empatyczna komunikacja, realne zainteresowanie dobrostanem kobiet w okresie okołoporodowym i zaproponowane na bazie tak zbudowanego zaufania konsultacje psychologiczne byłyby dużo skuteczniejsze niż kilkupunktowy test.

Czy to wszystko pozwoli na zmianę społecznego myślenia na temat depresji kobiet w ciąży? Nie wiem. W końcu zawsze znajdzie się ktoś, kto troskę o zdrowie psychiczne uzna za fanaberię. Ale na pewno w końcu pojawia się szansa na tę zmianę.

Co chciałabyś przekazać innym kobietom w ciąży czy po porodzie, które cierpią na depresję?

Żyjemy w XXI wieku, szpitalna opieka okołoporodowa jest w Polsce dostępna od kilkudziesięciu lat, standardy okołoporodowe w kwestiach medycznych zmieniają się, coraz częściej biorąc pod uwagę wyniki najnowszych badań. Myślę, że najwyższa pora, abyśmy zaczęli traktować kobiety w tym bardzo wymagającym dla nich czasie holistycznie. Nie jesteśmy kawałkami ciał, które podlegają specjalnej ochronie w czasie ciąży, a potem można je zostawić same sobie. Nie jesteśmy, przepraszam za porównanie, workami na dzieci, które trzeba doprowadzić do medycznie skutecznego porodu, a potem można się już nie zastanawiać nad ich dobrostanem.

Sytuacja może być też oczywiście odwrotna, kiedy lekarz, widząc w wywiadzie depresję wszystkie zgłaszane przez pacjentkę dolegliwości będzie próbował wyjaśniać przez pryzmat tego zaburzenia.

Podsumowując, co powinno się zmienić w Polsce, aby kobiety mogły spokojnie rodzić dzieci i uniknąć depresji poporodowej?

Szkolenia z zakresu wsparcia psychologicznego dla kobiet w okresie okołoporodowym powinny dziś  nie tylko wprowadzać suche procedury postępowania, ale uczyć również tego, dlaczego profilaktyczne wsparcie psychologiczne jest potrzebne. Jeśli lekarze, personel medyczny i osoby bliskie będą wiedziały, jak się zachowywać, nie będą traktować kwestii zaburzeń okołoporodowych jak gorącego kartofla, który trzeba jak najszybciej przerzucić do kogoś innego, albo udać, że się go nie dostrzega. Wszystkim będzie łatwiej.

Jak nigdy potrzebujemy dziś troski o zdrowie psychiczne mam i ich dzieci od samego początku ich wspólnej drogi. Ma to ogromne znaczenie nie tylko dla nich samych, ich rodzin i ich przyszłości niezmąconej zaburzeniami, ale i dla całego społeczeństwa, które ma dzięki temu szansę stać się zdrowsze i bardziej empatyczne.

Asiu absolutnie się z Tobą zgadzam i zarówno Tobie, sobie, jak i innym mamo życzę takich zmian. Dziękuję za rozmowę. Dużo, dużo, dużo ZDROWIA!

Dziękuję.

Blog Asi o dobrym życiu z depresją i lękiem:
http://dobrzejestnierycz.pl
https://www.facebook.com/dobrzejestnierycz/
https://www.instagram.com/dobrzejestnierycz.pl/

Internetowa grupa wsparcia:
https://www.facebook.com/groups/dobrzejestnierycz/?source_id=701223133390301

Profile poświęcone zaburzeniom okołoporodowym:
https://www.facebook.com/omatkodepresja/
https://www.instagram.com/omatkodepresja/

Fotografie wykonała: Agata Adamczyk –  https://www.facebook.com/freyalovephoto/

Hits: 725

2 thoughts on “O matko! Depresja? Wywiad z Joanną z dobrzejestnierycz.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close