Ekwador, a Polska. Prawa matek oczami położnej.

fot. Jarosław Boczkowski

Katarzyna Kruszewska – położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doradca noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich, nauczyciel naturalnych metod rozpoznawania płodności. Pracowała na misji w Ekwadorze, a teraz spełnia się pracując na bloku porodowym Szpitala Solec.

W swojej praktyce kieruje się medycyną opartą na dowodach naukowych (evidence based medicine). Prowadzi stronę epolozna.pl oraz profile w mediach społecznościowych. W tych miejscach dzieli się swoją wiedzą z innymi kobietami i położnymi.

Pani Kasiu, zanim przejdziemy do pytań o prawa matek w Polsce, chciałabym zapytać jak wygląda ciąża i poród w Ekwadorze? 

Jako że pracowałam „poza” systemem opieki medycznej w Ekwadorze, tzn. nie pracowałam w przychodniach czy szpitalach tylko w dżungli amazońskiej jako wolontariuszka misyjna, mogę powiedzieć o tym, co napotkałam na terenach oddalonych od miast, gdzie ludzie żyją czasem nawet 10-12 h drogi od cywilizacji.

Jakie tam są warunki?

Przede wszystkim pracowałam z Indiankami z plemienia Shuar i Saraguro, a to zupełnie inna specyfika pracy niż wykonanie mej profesji w szpitalach w Ekwadorze. Indianki bardzo często nie mają dostępu do podstawowej opieki medycznej w swojej wiosce, chociaż zdarzają się takie, które udają się do większego miasta na kontrolę w ciąży 1 czy 2 razy. Zatem te kontrole, które wykonywałam, czyli wysłuchanie czynności serca dziecka, cieśnienie, poziom glukozy, badanie chwytami Leopolda itd., miały bardzo duże znaczenia dla zdrowia kobiet i ich dzieci. Niestety w warunkach w jakich pracowałam miałam bardzo ograniczone możliwości. Często pieszo, przez dżunglę musiałam pokonywać nawet 5-6h drogi, zatem mogłam zabierać tylko to co zmieści mi się do plecaka.

Jeśli chodzi o porody znakomita część Indianek rodzi w domach, z akuszerką (położną bez wykształcenia medycznego) lub z samym mężem. W chwilach, kiedy byłam dostępna na terenie jakiejś wioski indiańskiej, także wspierałam kobiety w porodzie. Indianki czują się w domu po prostu bezpieczne i są blisko swojej rodziny. W ich tradycję wpisany jest także poród w pozycji wertykalnej. Nie spotkałam Indianki rodzącej na łóżku.

Jeśli chodzi o porody szpitalne, to kobieta może rodzić w zwykłym szpitalu miejskim, a jeśli żyje w pobliżu większej aglomeracji zdarzają się także prywatne płatne kliniki prowadzone przez lekarzy oraz domy narodzin prowadzone przez położne. W dwóch ostatnich respektowana jest wola kobiet i mogą one rodzić w pozycjach wertykalnych, a nawet do wody. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć jak wyglądają porody w szpitalach miejskich.

Czy ekwadorskim matkom przysługują jakiekolwiek prawa? Jakieś standardy porodowe? Jak wygląda połóg? Karmienie piersią?

Ekwadorskie Ministerstwo Zdrowia stara się zachęcać Indianki do porodów w szpitalach, dlatego też, z tego co mi wiadomo próbują przestrzegać tradycji plemiennych w szpitalach, a to oznacza także porody wertykalne. W jakim stopniu to jest realizowane, trudno mi powiedzieć, ponieważ nie miałam okazji uczestniczyć w porodzie szpitalnym. Z tego co opowiadały kobiety z plemienia Shuar czy Saraguro nie jest dostępne znieczulenie zewnątrzoponowe w trakcie porodu. Poza tym na wszystkie sale porodowe musi wystarczyć jeden monitor KTG (badający czynność serca płodu oraz czynność skurczową macicy). Kobiety nie są informowane o postępie porodu, np. po badaniu przez pochwę nie informuje się jej o tym, jakie ma rozwarcie. Na salach poporodowych może przebywać nawet 30 kobiet. Jednym z niewielu plusów porodu w zwykłym szpitalu jest to, że każda kobieta karmi tam piersią.

Jaka jest rola akuszerki? 

Akuszerka w tradycji indiańskiej czyli tzw. Tsuakratin lub Takumtikin, jest jedna na kilka wiosek. Taka kobieta nie posiada wykształcenia medycznego, ale posiada wiele lat doświadczenia. Jedyną ich rolą jest przyjęcie porodu, ale zdarza się także, że wykonują np. obroty zewnętrzne, kiedy stwierdzą położenie miednicowe płodu. Jeśli obrót się nie uda to porody miednicowe przyjmują. Muszą sobie poradzić w ekstremalnych przypadkach takich jak dystocja barkowa czy atonia macicy po porodzie i to robią! Jedna z nich powiedziała, że przez 50 lat swojej pracy nie miała ani jednego przypadku śmiertelnego! Ta statystyka jest zadziwiająca, szczególnie w warunkach jakich przychodzi im pracować.

To niesamowite, że nie było ani jednego przypadku śmiertelnego! Pracowała Pani na misji, a teraz pracuje Pani w Polsce. Jak porówna Pani te oba światy?

Przeszłam ze świata totalnego zaufania naturze i indywidualnego biegu porodu, do świata bardziej zmedykalizowanego. Nie da się przejść takiej zmiany bez chociaż małego szoku.

Tutaj trzeba bardzo przestrzegać czasu, który został niegdyś określony co do czasu trwania poszczególnych okresów porodu i to chyba jest najtrudniejsze dla mnie, bo wiem, że każdy poród na swój indywidualny tok i nie da się tego wsadzić w żadne ramy.

Praca w szpitalu jest zupełnie inna niż praca w domach indiańskich w dżungli. Tam pracowałam sama, musiałam sobie radzić sama, a na pomoc co najwyżej mogłam wezwać męża pacjentki lub kuzynkę. W Polsce pracuję w zespole i tego też musiałam się nauczyć, chociaż jak wiadomo wg. nowego standardu w porodzie fizjologicznym wystarczy jedynie położna na sali porodowej.

Co w naszych szpitalach jest dobrze? A co wymaga pracy?

Jest coraz lepiej, a położne starają się bardzo, aby spełniać wymagania kobiet. Wiem od koleżanek, że czasami jest to trudne, bo szpitale mają swoje przyzwyczajenia, które budowane były przez wiele lat. Przebicie się przez taki mur też musi potrwać. Na pewno pracy wymaga zminimalizowania ilość interwencji medycznych, które są stosowane, mam tu na myśli podawanie leków czy nacięcia krocza.

Bardzo się cieszę, że weszły nowe standardy okołoporodowe, choć nie są idealne to dają nadzieję na przyszłość. 

Co Pani myśli o nowych standardach okołoporodowych? Czy standardy są potrzebne? Co jeszcze warto zmienić, by kobietom lepiej się rodziło?

Bardzo się cieszę, że w Polsce te standardy mamy. Jest to dokument urzędowy, którego należy przestrzegać i położne oraz lekarze mogą być z tego rozliczani. Jest to bardzo potrzebne.

Jeśli chodzi o zapisy, które osobiście bym zmieniła w standardzie jest to np. zapis o tym, że osoba prowadząca poród decyduje czy kobieta może jeść czy nie. Zapis ten jest zbyt ogólny i może doprowadzić do tego, że zostanie tak jak było do tej pory. Punkt powinien brzmieć tak: „Jeśli poród przebiega fizjologicznie, bez komplikacji, kobieta rodząca może jeść i pić” Wszystkie znane mi badania na ten temat mówią, że nie ma powodów, aby zabraniać kobiecie jedzenia i picie w porodzie, jeśli przebiega prawidłowo.

Dopracowania wymaga także przygotowanie kobiety do porodu. Świadomość kobiet, tego jakie prawa im przysługują jest bardzo istotna. Spotykam wiele kobiet, które są kompletnie nieświadome tego co je czeka. Uważam, że każda z nich powinna trafiać pod opiekę położnej! Niestety często lekarze nie informują kobiet, że przysługują im spotkania co tydzień z położną, od 21 tygodnia ciąży. Na szczęście najnowszy standard wymaga od lekarza, aby takiej informacji udzielił i odnotował to w dokumentacji medycznej. Poza tym od niedawna kobieta ma także wybór u kogo chce prowadzić ciążę czy u lekarza czy u położnej.

Trzecią sprawą, która wymaga pracy są szkolenia personelu. Uważam, że obowiązkowe powinny być szkolenia zawierające najnowsze doniesienia medyczne np. na temat prowadzenia porodu. Nie ważne czy położna lub lekarz ma 2 lata doświadczenia czy 30. Uczymy się przez całe nasze życie, a medycyna wymaga od nas tego w sposób szczególny.

Uważam, że to świetny pomysł, z zapisem o jedzeniu. Kiedy kobiety rodzą wiele godzin i nie mogą jeść są bardzo osłabione. Dużo ciężej znieść bóle porodowe. Byłabym szczęśliwa, gdym mogła coś zjeść i jestem pewna, że poród przebiegłby szybciej i sprawniej.

Wspomina Pani też o szkoleniach dla personelu. Pozwolę sobie przytoczyć Pani wpis z Instagrama, o tym kim jest położna, by podkreślić czytelniczkom, że położna to samodzielny zawód, a nie personel pomocniczy.

Położna = ‘personel średni’ / ‘personel pomocniczy’? Czekam na moment kiedy polska położna w końcu będzie uznana za samodzielną specjalistkę, a jej wiedza będzie szanowna i rzeczywiście będzie ona członkiem zespołu, a nie jedynie dodatkiem. Do tej pory wciąż wiele osób uważa położną za “taka pielęgniarkę od rodzenia/noworodka” czy tak jak powyżej wpisałam “personel pomocniczy/średni”. Szczególnie bolesne jest kiedy słyszy się takie określenia (lub czyta) w wykonaniu niektórych osób ze środowiska medycznego. Ile to już razy doświadczyłam “pieszczotliwych” określeń w stosunku do położnych w pracy jakby te słowa miały pokazać, kto tu rządzi. Ja nie jestem dodatkiem do nikogo, a jedyną osobą, której służę (pomocą, wsparciem, wiedzą) jest moja pacjentka. Jestem partnerem w pracy, specjalistą w swojej dziedzinie. Oczekuję szacunku i współpracy. Przecież położne prowadzą indywidualne praktyki, prowadzą ciąże, prowadzą porody (w szpitalach we współpracy z lekarzem – jeśli jest taka konieczność! W domach narodzin, czy po prostu w domach pacjentek – gdzie lekarza nie ma).

W Polsce położna, ma uprawnienia do samodzielnego prowadzenia ciąży, jednak większość kobiet korzysta z pomocy lekarza ginekologa a nie położnej. Z czego to wynika? Z braku wiedzy, że położna ma takie kompetencje?

Myślę, że kobiety nie wiedzą jakie kompetencję i wiedzę posiada położna oraz jak trudny proces edukacji musi przejść na uczelni medycznej, aby uzyskać tytuł położnej. Zdarza się nawet, że jesteśmy mylone np. z doulami! Jest to ogromne nieporozumienie. Zresztą do tego, że to lekarz prowadzi ciąże kobiety były przyzwyczajane przez dziesiątki lat i nie da się odwrócić tego w jeden czy dwa lata. Proces ten wymaga czasu i dużej pracy położnych, aby pokazać jak dobrymi jesteśmy specjalistkami i jak wiele możemy zaoferować swoim pacjentkom. W krajach, gdzie to położne prowadzą ciąże, mają zupełnie inny status w społeczeństwie. Myślę, że i u nas taki czas nadejdzie, ale na razie jeszcze musimy na to poczekać. I warto to zrobić, bo badania pokazują, że model opieki oparty o położne znacznie zwiększa satysfakcję pacjentek, minimalizuje koszty czy np. redukuje komplikacje i ilość interwencji medycznych podczas porodu. Mówię o tzw. Midwifery Model of Care.

Mamy mają prawo, do spotkań z położną przed porodem (tutaj możecie przeczytać wpis na ten temat), takie spotkania są finansowane z NFZ.

Czy spotyka się Pani z kobietami w ciąży? Jakie informacje może uzyskać kobieta na takim przedporodowym edukacyjnym spotkaniu?

Oczywiście prowadzę takie spotkania, a wiedzę jaką przekazuję kobietom opieram na najnowszych doniesieniach naukowych oraz swoich doświadczeniach. Staram się tak przygotowywać rodziców, aby mogli świadomie podjąć ważne decyzje dla siebie i dla swojego dziecka. Takie przygotowanie jest bardzo potrzebne i może rozwiać bardzo dużo wątpliwości kobiety. Często podczas wizyt lekarskich ciężarne, albo się wstydzą albo pod wpływem stresu zapominają zapytać o wiele rzeczy, poza tym czas wizyt lekarskich jest bardzo ograniczony. Na cotygodniowych spotkaniach z położną kobiety i ich partnerzy mogą zapytać o wszystko. Zaczynając od diety kończąc na porodzie i karmieniu piersią. Kto może przygotować lepiej do porodu drogami natury niż położna? Przecież to ona przyjmuje poród. Chciałabym, aby kobiety nam zaufały, my naprawdę znamy się na swojej pracy.

Mamy mają też prawo do minimum 4 wizyt po porodzie. W czym pomagają spotkania z położną w czasie połogu? Jaką pomoc otrzymują kobiety? 

Zadaniem położnej środowiskowej, która odwiedza mamę po porodzie jest sprowadzenie stanu zdrowia matki i dziecka, pomoc w przypadku kiedy jest to wymagane, wsparcie w problemach laktacyjnych oraz sprawdzenie warunków socjalnych i warunków wsparcia w rodzinie. Taka położna wyłapuje także pierwszy sygnały np. depresji poporodowej. Te wizyty są bardzo ważne. Po porodzie pojawia się jeszcze więcej wątpliwości niż miało się przed porodem. Cała wiedza, którą zdobyłyśmy w ciąży np. na szkole rodzenia ulatnia się pod wpływem stresu i nowej sytuacji, w której się znalazłyśmy. Dochodzi obawa, czy wszystko robię dobrze, czy nie zrobię krzywdy własnemu dziecku, czy jest najedzone, czy dziecko jest zdrowe. Na te wszystkie pytania i wątpliwości położna środowiskowa odpowie.

Niestety kobiety często nie wiedzą, kto zapuka do ich drzwi  i to może wywoływać stres  oraz niepotrzebne napięcie. Gdyby jednak skorzystały ze spotkań z położna w trakcie ciąży, nie byłoby takiego problemu! Do ich domu przychodziłaby położna, którą wcześniej dobrze poznały. Warto wiedzieć, że naszą położną wcale nie musi być położna z pobliskiej przychodzi, jeśli nie udało nam się złapać „relacji” z taką położną, można wyszukać inną położną spełniającą nasze wymagania lub skorzystać z opieki komercyjnej. Są także położne, które prowadzą prywatne praktyki i również prowadzą wizyty patronażowe.

Pani Kasiu, serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę wszystkiego dobrego! 🙂

Dziękuję.

 

Miejsca w których możecie znaleźć Panią Kasię Kruszewską.

Strona: https://www.epolozna.pl/

Facebook: https://www.facebook.com/epolozna/

Instagram: https://www.instagram.com/misja.polozna/

Hits: 837

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close